1.06.2015

Tattoos

Z racji tego, że trzeba jakoś, najlepiej w dobrym stylu powitać ten piękny, niesamowity, nowy, świeżuteńki, niezwykły (ok może już koniec) dwa tysiące piętnasty rok. Zacznę od czegoś co uwielbiam i jest moją kolejną pasją - tatuaże. Jest to dość...kontrowersyjny temat. Dużo osób podchodzi do tego jak do szpetnego bohomaza ciała, ale czy to prawda?. Czy faktycznie tę parę kolorowych kresek wprowadzanych igłą pod naszą skórę to powód do wstydu, chowania się przed ludźmi, zasłaniania swojego "naznaczonego"miejsca?. Zauważyłam, że w większości przypadków ludzie, którym to przeszkadza nie posiadają tatuażu. Całe życie myślałam, że żeby kogoś pouczać samemu należy to przeżyć.Widocznie musiałam się w czymś pomylić . Skąd w osobie, która nigdy nie miała tatuażu (nie mówię tu o kompletnie nieprzemyślanych decyzjach, idiotycznych wzorach… Sama tego nie popieram) tyle jadu? Każdy z nich opowiada na swój sposób jakąś historię, staje się wspomnieniem na całe życie. Jest po prostu częścią nas. Jakim prawem wrogowie ozdabianych ciał piszą nam życiowe scenariusze? Myślę, że jest to po prostu zwykłe naśladowanie tłumu, coś w stylu "ona tak mówi i dużo osób zgadza się z jej zdaniem to ja też zacznę tak mówić". Często spotykałam na swojej drodze pytania "A co jak zaczniesz żałować?" i "Jak ty będziesz wyglądała za kilka lat na starość?". Już od wczoraj mogę pochwalić się nowym maleństwem (piórkiem) na swojej skórze i wiem, że nie będę w przyszłości patrzyła na to z obrzydzeniem. Podobnie jak z moim pierwszym tatuażem-napisem ‘’Never give up’’ co po przetłumaczeniu na język polski znaczy "Nigdy się nie poddawaj".Za tym napisem kryje się wieeeele historii, o których myślę, że nie ma sensu pisać. Zrobiłam go w bardzo trudnym dla mnie czasie. Przyznam, że jeszcze niedawno byłam zamkniętą w sobie osobą, w niektórych sytuacjach również brakowało mi wiary w siebie, rasizm.. ,czułam się nieakceptowana. Nie lubiłam(pfu!nienawidziłam) siebie samej, lecz teras mogę rzec, że odrodziłam się jak feniks z popiołów(wyobrażacie sobie tą dumę i powagę w moim głosie?haha). Zaczęłam doceniać swoje szczęście i życie. Za każdym razem, gdy mam ochotę uciec od problemów przypominam sobie o dniu, w którym zrobiłam właśnie ten tatuaż. Nic nie daję mi takiego kopa jak wspomnienie kim wtedy byłam. Kocham go z całych sił. Zanim zacznę odpowiadać na drugie pytanie może powiem coś o moim nowym przyjacielu z boku nadgarstka?. Jest to symbol przypominający mi czas spędzony z moim kuzynem. W dzieciństwie nazywał mnie swoim piórkiem. Byliśmy bardzo ze sobą zżyci, uwielbiałam się z nim bawić, stworzyliśmy raz nawet powitanie, które nazywaliśmy podrzucaniem piórka. Jak sama nazwa wskazuje - po prostu mną podrzucał. Po jego śmierci zauważyłam, że pióra zawsze mi o nim przypominają. Postanowiłam więc to wykorzystać. Wybrałam nadgarstek. To był strzał w dziesiątkę. Ciągle się uśmiecham! Jak będę wyglądała w wieku 80 lat? Hmmm myślę, że bogate w zmarszczki ciało, siwe pozbawione życia włosy i coraz słabsze zęby będą niczym przy paru malunkach na skórze. Tak, kocham sarkazm!